Zum Inhalt springen

Loft w bloku: Jak urządzić wnętrze z duszą postindustrialnej przestrzeni

Aus Bob-Fuchs Webdesign

Kiedyś myślałam, że loft to tylko przestrzeń dla singla. Dziś wiem, że da się w nią wpleść rodzinne życie. Na przykład tapicerka welurowa na kanapie i fotelu okazała się zbawienna, gdy dzieci rozlały sok. Welur łatwo czyścić wilgotną szmatką. A ściany? Nie bójcie się farby strukturalnej z efektem rdzy. Na jednej ze ścian w sypialni zrobiłam pas w kolorze miedzi, który wieczorem przy świecach wygląda jak blask zachodzącego słońca. Dwa razy w roku odkurzam go miękką szczotką i jest jak nowy. Nawet sąsiedzi pytają, skąd ten pomysł.

Kiedy w grę wchodzi mały metraż, narożnik często wydaje się zbawieniem. Pozwala zagospodarować trudny kąt, a jednocześnie pomieścić więcej osób niż tradycyjna kanapa. Pamiętam, jak u znajomych w kawalerce stanął narożnik z funkcją spania i od razu zyskał status centrum dowodzenia. Na co dzień służył jako strefa relaksu dla dwojga, a gdy przyjeżdżali rodzice, rozkładali go na wygodne łóżko. Problem pojawiał się, gdy trzeba było wyciągnąć pościel z pojemnika. W wielu modelach dostęp do skrzyni jest możliwy dopiero po całkowitym rozłożeniu mebla, co bywa uciążliwe, zwłaszcza gdy ktoś już śpi.

Nie ukrywam, że zdarzały się momenty zwątpienia. Na przykład gdy okazało się, że standardowa szafka narożna jest za mała na moje garnki. Zamiast tego wybrałam system karuzelowy – obrotowe półki, które wysuwają się w pełni. Teraz mam dostęp do każdego rondla bez wyjmowania wszystkiego na podłogę. Kosztowało to trochę więcej, ale oszczędziło mi frustracji. Również blat zrobiłam z konglomeratu o grubości 2 cm, który jest cieńszy niż standardowe 4 cm, co dało dodatkowe 2 cm wysokości w szafkach nad nim. W małym mieszkaniu każdy centymetr się liczy, a ja nauczyłam się myśleć przestrzennie. Zabudowa kuchenna to nie tylko estetyka, ale przede wszystkim logistyka dnia codziennego.

Każdy, kto decyduje się na otwartą przestrzeń w bloku, prędzej czy później staje przed wyzwaniem: co zrobić z miejscem do spania, gdy w salonie wisi telewizor, a w kącie stoi biurko? U mnie sprawdziło się lozko z pojemnikiem na posciel. Wybrałam model z tapicerką z grubego lnu w kolorze antracytu, który stoi pod ścianą pokrytą betonową farbą. Dzięki pojemnikowi na pościel zniknął problem wiecznie leżących na krześle koców i zapasowych poduszek. W tym małym salonie sypialnia tak naprawdę nie istnieje wydzielona ścianą, ale wieczorem rozkładam pościel i przestrzeń zmienia się nie do poznania. Rano wystarczy wrzucić wszystko do pojemnika i zamknąć wieko.

Kanapa z funkcją spania to z kolei klasyk, który wbrew pozorom wcale nie jest gorszy od narożnika. Zwłaszcza w przypadku wąskich salonów, gdzie narożnik mógłby przytłoczyć wnętrze. Osobiście polecam modele z mechanizmem DL, które rozkładają się płasko i nie wymagają odsuwania mebla od ściany. W jednym z mieszkań testowałam kanapę z 16 cm materacem piankowym na stelazu listwowym. Spanie było komfortowe, a dzięki listwom materac dobrze się wentylował. Jednak uwaga – taka kanapa zajmuje sporo miejsca po rozłożeniu, więc trzeba mieć przynajmniej 210 cm wolnej przestrzeni.

Największym wyzwaniem okazało się ukrycie pralki i małej lodówki w ciągu szafek. Standardowa zabudowa kuchenna w bloku często nie przewiduje takich rozwiązań, ale ja nalegałam. Zdecydowałam się na wąski model lodówki o szerokości 45 cm i pralkę o głębokości 40 cm, która schowała się pod blatem. Nad nimi zamontowałam szafki z systemem cargo, które wysuwają się całkowicie – idealne na przyprawy i oleje. To było sprytne, bo nie tracę czasu na grzebanie w ciemnych zakamarkach. Z tyłu, za frontami, poprowadziłam instalację wodną i elektryczną, co wymagało konsultacji z hydraulikiem. Ale efekt? Zabudowa kuchenna wygląda jak jednolita bryła, a ja mam wrażenie, że przestrzeń jest większa niż w rzeczywistości.

Gdy w mieszkaniu pojawili się goście na noc, okazało się, że potrzebuję dodatkowego miejsca do spania. I tu wpadłam na pomysł: zabudowa kuchenna może sąsiadować z funkcją salonu. Postawiłam na kanapę z funkcją spania w odcieniu pudrowego różu, która stoi tuż obok strefy gotowania. Rozkłada się szybko – mechanizm DL pozwala na to jednym ruchem, a materac piankowy o grubości 16 cm na stelazu listwowym zapewnia komfort jak w łóżku. Gdy jest złożona, służy jako siedzisko dla czterech osób. Wcześniej martwiłam się, że zapachy z kuchni wsiąkną w tapicerkę welurową, ale wybrałam tkaninę z powłoką antyplamową i regularnie wietrzę pomieszczenie. Sprawdziło się to lepiej, niż myślałam – goście chwalą wygodę, a ja nie muszę rezygnować z otwartej przestrzeni.

Dziś, gdy patrzę na swoją zabudowę kuchenną, widzę, że spełniła wszystkie moje oczekiwania. Strefa gotowania płynnie przechodzi w salon, a ja mam wrażenie, że mieszkanie jest większe, niż jest w rzeczywistości. Goście często pytają, jak udało mi się zmieścić tyle funkcji na 25 metrach. Sekret tkwi w detalach: wybór mebli na wymiar, przemyślane przechowywanie i spójna kolorystyka. Nie musiałam iść na kompromisy, choć wymagało to kilku nocy spędzonych na rysowaniu planów. Jeśli ktoś zastanawia się nad podobnym rozwiązaniem, radzę zacząć od dokładnego pomiaru i konsultacji z stolarzem. Bo dobrze zaprojektowana zabudowa kuchenna to inwestycja na lata.